Jeszcze kilka lat temu każdego dnia wstawała do pracy w korporacji związanej z branżą medyczną. Dziś niemal codziennie przemierza trasę między Dąbrową Górniczą, Gliwicami i Katowicami, dbając o dwa lokale Fit Cake. Choć nie miała doświadczenia w gastronomii, postawiła na własny biznes i udowadnia, że sukces nie zawsze zaczyna się od branżowej wiedzy. Czasem wystarczą odwaga, determinacja i chęć ciągłego uczenia się.
Poznajcie Dorotę Świtałę – właścicielkę lokali Fit Cake w Gliwicach i Katowicach.
Od fitnessu, przez korporację, do własnego biznesu
Zdrowy styl życia od zawsze był ważną częścią życia Doroty. Zanim rozpoczęła pracę w korporacji, była instruktorką fitness i trenerką personalną. Później przez ponad 20 lat pracowała w branży medycznej, jednak z czasem zaczęła odczuwać wypalenie zawodowe.
– Wiedziałam, że chcę coś zmienić. Chciałam stworzyć coś własnego, ale długo nie wiedziałam, w jakim kierunku pójść – wspomina. Przełom nastąpił, gdy natrafiła na markę Fit Cake – Pamiętam, że od razu pomyślałam: „To jest właśnie to”. Wszystko bardzo mocno ze mną rezonowało.
W podjęciu tej decyzji nie była jednak sama. Od samego początku ogromnym wsparciem była dla niej córka Sonia, która mocno dopingowała ją do działania. To właśnie z nią konsultowała kolejne decyzje, mogła spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy i nabrać pewności, że warto spróbować. Jak podkreśla Dorota, świadomość, że ma obok siebie osobę, która wierzy w nią równie mocno jak ona sama, była nieoceniona.
Co ciekawe, rozpoczynając swoją przygodę z franczyzą, nie miała żadnego doświadczenia w gastronomii. Jak sama przyznaje, uświadomiła sobie to dopiero podczas jednej z pierwszych rozmów z przedstawicielkami sanepidu.
– Powiedziały mi, że podziwiają mnie za odwagę. Dopiero wtedy pomyślałam, że rzeczywiście wiele osób uważa otwieranie lokalu gastronomicznego bez doświadczenia za ogromny krok. A dla mnie było to po prostu kolejne zadanie do wykonania – mówi Dorota.

Pierwszy lokal był najlepszą szkołą
Pierwszy lokal Fit Cake otworzyła w Gliwicach. Niewielki, bo z jednym stolikiem, szybko stał się miejscem, w którym każdego dnia zdobywała nowe doświadczenie. Na początku robiła wszystko sama: przygotowywała wypieki, obsługiwała gości, pracowała za barem i dbała o każdy szczegół. Dzięki temu doskonale poznała swoich klientów i ich oczekiwania.
– Franczyza daje ogromne możliwości. Mamy sprawdzone receptury i gotowe rozwiązania, ale to rozmowy z klientami nauczyły mnie najwięcej o prowadzeniu biznesu. Dzięki nim wiedziałam, co powinno znaleźć się w witrynie i po jakie produkty goście najchętniej wracają.
To właśnie codzienny kontakt z klientami pozwolił jej stworzyć miejsce odpowiadające lokalnym potrzebom. Z czasem poczuła jednak, że jest gotowa na kolejny krok.
– Dorota od początku imponowała mi determinacją. Nie miała doświadczenia w gastronomii, ale miała coś równie ważnego – odwagę, konsekwencję i ogromną chęć rozwoju. To właśnie takie osoby najczęściej osiągają najlepsze rezultaty we franczyzie – mówi Rafał Kościuk, współwłaściciel marki Fit Cake.
Drugi lokal był naturalnym etapem rozwoju
Otwarcie lokalu w Katowicach nie było impulsem ani próbą szybkiej ekspansji. Było naturalną konsekwencją doświadczeń zdobytych w Gliwicach.
– Gliwice były miejscem, w którym uczyłam się prowadzenia biznesu. Kiedy zobaczyłam, że ten lokal dobrze funkcjonuje, poczułam, że chciałabym spróbować czegoś większego. Większej przestrzeni, większych możliwości i nowych wyzwań.
Katowice dały jej właśnie taką szansę. Większy lokal oznaczał jednak również nowe doświadczenia i nowe wyzwania. Bardzo szybko okazało się, że choć oba miejsca działają pod szyldem Fit Cake, nie można prowadzić ich w identyczny sposób.
Każde miasto ma swoją specyfikę
Doświadczenie zdobyte w Gliwicach okazało się niezwykle cenne, ale klienci w Katowicach szybko pokazali, że mają zupełnie inne potrzeby.
– W Gliwicach goście częściej zostają na dłużej, rozmawiają, mają więcej czasu. W Katowicach klienci są bardziej konkretni. Często przychodzą z myślą o konkretnym produkcie, zamawiają kawę i wracają do swoich obowiązków. Wielu z nich wykorzystuje lokal również jako miejsce do pracy.
To utwierdziło Dorotę w przekonaniu, że nawet najlepiej przygotowany model biznesowy trzeba dopasować do lokalnej społeczności.
– Myślałam, że wszystko już wiem po doświadczeniach z Gliwic. Okazało się, że Katowice uczą mnie zupełnie nowych rzeczy.
Największym wyzwaniem okazało się… odpuszczanie
Prowadzenie dwóch lokali wymagało zmiany sposobu pracy. W Gliwicach Dorota była niemal cały czas na miejscu. Mogła natychmiast reagować na każdą sytuację, a większość obowiązków wykonywała samodzielnie. Przy dwóch lokalach taki model przestał być możliwy.
– Najtrudniejsze było nauczenie się delegowania zadań. Zawsze miałam tendencję do robienia wszystkiego sama. Zrozumiałam, że nie muszę robić wszystkiego w pojedynkę.
Dziś coraz bardziej ufa swojemu zespołowi i uczy się patrzeć na biznes z szerszej perspektywy. Nie oznacza to jednak, że zniknęła z lokali. Na co dzień mieszka w Dąbrowie Górniczej, a niemal każdego dnia dojeżdża zarówno do Katowic, jak i do Gliwic. Zdarza się, że jednego dnia odwiedza oba miejsca nawet dwukrotnie – gdy trzeba coś przywieźć, pomóc zespołowi lub dopilnować bieżących spraw. Jak podkreśla, ogromną rolę odgrywają ludzie.
– Dobry, odpowiedzialny zespół to połowa sukcesu. Dzięki dziewczynom mogę stopniowo oddawać kolejne obowiązki i skupić się na rozwoju całego biznesu.
Rada? Lepiej spróbować, niż później żałować
Zapytana o radę dla osób, które zastanawiają się nad otwarciem kolejnego lokalu lub rozpoczęciem własnej działalności, odpowiada bez wahania.
– Jeśli taka myśl pojawia się w głowie, to znaczy, że już wcześniej gdzieś kiełkowała. Warto spróbować. Lepiej zrobić ten krok, niż później zastanawiać się, co by było, gdyby.
Dziś Dorota nie ma wątpliwości, że była to jedna z najlepszych decyzji w jej życiu. Jak podkreśla, równie ważna jak determinacja okazało się wsparcie najbliższych – zwłaszcza córki Soni, która od początku wierzyła w ten pomysł i do dziś pozostaje dla niej ogromnym wsparciem.
Historia Doroty Świtały pokazuje, że doświadczenie w gastronomii nie jest warunkiem prowadzenia własnego lokalu. Znacznie ważniejsze są otwartość na naukę, gotowość do działania i odwaga, by zrobić pierwszy krok. A kiedy obok jest ktoś, kto dodaje odwagi i kibicuje na każdym etapie tej drogi, nawet największe wyzwania stają się łatwiejsze do pokonania.





